„Przyjaźń damsko-męska”

Zostałem niedawno poproszony, żeby napisać tekst o przyjaźni damsko-męskiej. Temat muszę przyznać bardzo wyświechtany i maglowany przez niemal wszystkich. Nie wiedzieć dlaczego, nigdy go nie poruszyłem. Prawdopodobnie jest jednym z tych, za które – przyznam szczerze – bardzo ciężko było mi się zabrać.
Miłej lektury!

Patrząc z perspektywy czasu na wszystkie moje relacje z kobietami, śmiało mogę powiedzieć, że nie pamiętam, by jakakolwiek przyjaźń z kobietą nie zaczęła się lub nie skończyła „w łóżku”. Na przykład z pierwszą moją miłością najpierw długo się bawiłem jak przyjaciel, a później zawsze lądowaliśmy w łóżku. Może nie w tym samym i nie jakoś blisko siebie, ale przecież to było przedszkole. Nasza przyjaźń niestety nie przetrwała nawet do pierwszej klasy, bo zmuszeni byliśmy pójść do zupełnie innych podstawówek. (więcej…)

Czytaj więcej

„Misja: Mąż”

Swego czasu zaobserwowałem wśród moich znajomych dość dziwny trend. Niczym domki z kart rozpadały się wieloletnie związki. Co ciekawe, w każdym z przypadków zrywała dziewczyna. Powód? Niechęć faceta do zaręczyn. Niechęć faceta do zakupu wspólnego mieszkania. Niechęć faceta do posiadania potomstwa. Głupota.

Od rozstań minęły już miesiące, ale wnioski, które można z nich wyciągnąć są przedziwne.
Miłej lektury!

Pierwsza para rozstała się już dobre kilka lat temu. Chłopak, nazwijmy go Szymonem, mieszkał z ojcem. Studiował medycynę i dorabiał pracując w szpitalu . Ogólnie wiodło mu się nie najgorzej. Zwłaszcza, że pochodził z dość majętnej rodziny. Dziewczyna, dajmy na to Marta, również na brak pieniędzy narzekać nie mogła. Była najmłodszą z trzech sióstr i rodzice dogadzali jej na każdym kroku. (więcej…)

Czytaj więcej

„Bezglutenowcy”

Dziś przed Wami kolejna część bestiariusza. W ostatnim rozpisałem się nieco o kobietach, które swoim wścibstwem i świętojebliwością uprzykrzają nam życie. Natomiast dziś mam dla Was nie lada gratkę. Postanowiłem przyjrzeć się wszystkim wege-oszołomom, którzy do tej swojej dziwnej diety w postaci niejedzenia mięsa i produktów zawierających gluten dorobili całą ideologię, tworząc w ten sposób kult sałaty. Miłej lektury.

Wegetarianie

To główna grupa tejże bandy. Jest ich zdecydowanie najwięcej, gdyż wśród nich znajdują się głównie hipokryci i ci, którzy dopiero wchodzą w świat wege. Właściwie nie jedzą mięsa, ale rybkę i jajeczko chętnie opierdolą. Uwielbiają walczyć z ludźmi jedzącymi mięso, ale schabowego przy niedzielnym obiadku nie odpuszczą. Kiedy zobaczą pysznie przyrządzonego tatara, to cieknie im ślinka, ale swoje cztery grosze zawsze muszą wtrącić: (więcej…)

Czytaj więcej

„Jestem gruba!”

Wszystkim dziewczynkom, praktycznie od urodzenia, wpaja się, że jeśli w przyszłości będą chciały znaleźć męża, to oprócz standardowych umiejętności: prania, sprzątania i gotowania; muszą również odpowiednio dobrze wyglądać.
Co jednak oznaczają słowa „odpowiednio” i „dobrze”. Gdzie leży granica pomiędzy wychudzoną, szczupłą, a otyłą?
Miłej lektury!

Wszystkie kobiety mają jakiś defekt, jedne nie sprzątają, inne nie potrafią gotować, a jeszcze inne są brzydkie i nazywają się feministkami. Nie one nas jednak dzisiaj interesują.
Jest otóż jeszcze jeden sort dziewczyn. Dziewczyn, które babcino-matczynych rad do końca nie zrozumiały, bo nie wiadomo dlaczego, za znaczenie słowa „szczupła” przyjęły ” przesadnie chuda”, a ich największym życiowym priorytetem stało się odchudzanie.

W efekcie, w wolnych chwilach wyszukują sobie nowe diety. Fascynują Chodakowską, kupują i spożywają coraz to dziwniejsze produkty z napisem „light”, ale na siłownię nie pójdą, bo są chore.

- Lekarz mi zabronił ćwiczyć… (więcej…)

Czytaj więcej

„Świętojebliwe”

Istnieje na świecie pewien typ kobiet, których lubić po prostu się nie da. Wszystko wiedzą najlepiej, są ostatnią na świecie ostoją przestrzegania norm etycznych, zawsze chętnie służą poradą i z radościa zadzwonią po policję, kiedy tylko wybije godzina 22:00, a ty jeszcze nie śpisz. Nie przegadasz takiej w żaden sposób, bo i tak wie wszystko najlepiej. Spotykamy je w podstawówce, w gimnazjum, w liceum, na studiach, w pracy, w autobusie i na wakacjach. Co do zasady przybierają różne postaci: starszej sąsiadki z dołu, koleżanki z grupy na studiach, otyłej przyjaciółki dziewczyny, która się aktualnie obraca. Zapraszam do przeczytania mojego bestiariusza.
Miłej lektury!

1. Koleżanka ze studiów

W każdej grupie, nie ważne na jakim kierunku, jest co najmniej jedna pierdolnięta, która chodzi na wszystkie ćwiczenia, zawsze jest przygotowana, i jako jedyna będzie czekała na spóźnionego dwadzieścia minut wykładowcę.

- Dobram robimy  listę i spierdalamy. Kwadrans minął! Nie ma co czekać.
– NIE! NIE IDŹCIE! PANU DOKTOROWI MOGŁO COŚ WYPAŚĆ! POCZEKAJMY, PEWNIE ZARAZ PRZYJDZIE.

Znamy to wszyscy. W efekcie 2/3 grupy idzie na piwo, a ona i reszta tchórzy grzecznie czeka. A nie daj boże, żebyś jeszcze dostał od takiej wyższą ocenę. (więcej…)

Czytaj więcej

„Książę i żebrak”

Dzisiejszym poradnikiem z pewnością urażę, wielu działaczy i aktywistów. Zdaję sobie również sprawę, że w większości będą to kobiety, których prężną działalność można zaobserwować każdego dnia na Facebooku. Różne obrazki pokroju „Daj jeden procent na koty”, „Daj na małe dzieci w Afryce”, „Nie pozwól, żeby wysiedlili Romów z Polski” i tak dalej.  Co ciekawe, ta działalność na Facebooku również się kończy. 
Miłej lektury.

W zeszłym tygodniu stałem pod dworcem w Gliwicach. W oczekiwaniu na pociąg postanowiłem zapalić papierosa. Wyszedłem przed budynek dworca tymczasowego, wyciągnąłem fajkę i zapaliłem.
Nie minęła minuta, gdy mój spokój został zakłócony przez pana w żebraczym przebraniu i powybijanymi zębami. – Księciuniu, poratujecie fajeczką? – wybełkotał do mnie menel.
Popatrzyłem na niego i w odruchu dobroci poczęstowałem go papierosem. – Szczęścia życzę! – odpowiedział w podzięce i polazł w sobie tylko znanym kierunku. (więcej…)

Czytaj więcej

„Gadżety kobiety”

Wielkimi krokami zbliża się okres grillowania. Już wkrótce w całej Polsce wieczorami będzie można poczuć zapach pieczonego karczku i kiełbasek. Jak dziś pamiętam dzień, kiedy rok temu zostałem zaproszony przez znajomych na takiego grilla. Były kiełbaski, karczek, piwka, zimna wódeczka i my. Pięciu chłopa i cztery dziewczyny. Jednym z tematów, które tego wieczoru poruszyliśmy były papierosy. Rozmawialiśmy o ich aktualnej cenie, która została niedawno podniesiona, wspominając przy okazji czasy, kiedy kosztowały niespełna 6 złotych. W trakcie naszej – wręcz nostalgicznej – rozmowy dziewczyny zaczęły rozmawiać o cygaretkach: – Ależ kapitalne masz te cygaretki! Gdzie je kupiłaś? - zapytała Marysia. – W H&Mie. Jeszcze w zeszłym roku. Za coś około 80 złotych. – odparła moja dziewczyna. W tym momencie wszyscy spojrzeliśmy na nie ze zdziwieniem.  Jakie cygaretki?! Przecież obie nie palą. A poza tym, kto normalny dałby 80 złotych za jakieś fajeczki i to w dodatku w sklepie z ciuchami? Jak się okazało, cygaretki to nie tylko pedalskie papieroski, ale również obcisłe materiałowe spodnie.

Co to w ogóle za nazwa; i kto wpadł na pomysł, żeby skojarzyć jaranie szlugów z babskimi spodniami? Podobnych nieznanych mężczyznom nazw jest znacznie więcej. Stąd też dzisiejszy poradnik i poniższy słowniczek.
Miłej lektury! (więcej…)

Czytaj więcej

„Ile ich było?”

Jakiś czas temu wracałem z kumplami z Gdańska. Trasa była dość długa. Z Gliwic nad morze jest blisko siedem godzin, więc czasu do rozmów mieliśmy co niemiara.  Jeden z chłopaków – Irek, największy gawędziarz, jakiego znam, a zarazem najbardziej doświadczony w relacjach damsko-męskich z piątki, która jechała samochodem – i to podejrzewam nie tylko ze względu na wiek – opowiadał nam różne historie. Ogólnie po podróży, jak zerknąłem w notatki na telefonie, to miałem blisko dwanaście tematów. Jednym z nich jest ilość kobiet, z którymi spało się przed poznaniem obecnej. I to on jest tematem dzisiejszego poradnika. I o tym będzie dzisiejszy poradnik.
Miłej lektury!

Liczba dziewczyn, z którymi się było i liczba dziewczyn, z którymi się spało rzadko kiedy jest taka sama. Do osiemnastki przeważa ta pierwsza, a później już dzieją się różne cuda. Ogólnie rzecz biorąc, liczenie kobiet nie ma żadnego sensu – chyba, że chcemy pochwalić się przed kolegami, ale i tak prędzej zostaniemy przez nich wyśmiani. Najpewniej albo ściemniamy albo liczba jest tak chujowa, że nie ma się czym chwalić. Coś w tym jest. Zresztą traktowanie dziewczyn w tak bezczelny, przedmiotowy sposób jest podobno bardzo szowinistyczne, a ja brzydzę się szowinizmem. W taki sam sposób, jak brzydzę się pijakami, którzy piją beze mnie. (więcej…)

Czytaj więcej

Kupmy pieska!

Niemal każdy dłuższy związek przechodzi tę samą wytartą przez pokolenia drogę. Najpierw stan zauroczenia i motyle w brzuchu, następnie wspólne mieszkanie, narzeczeństwo, a na sam koniec ślub i dziecko. Większość facetów, których znam jest zdania, że do trzydziestki wystarczy w zupełności wspólne mieszkanie. Wcale nieśpieszno nam do ożenku, a co dopiero do posiadania potomstwa. Natomiast kobiety już rzadziej mają takie podejście. Częściej datą graniczną, w której chciałyby się zmieścić z zamążpójściem są właśnie trzydzieste urodziny. Presja rodziny, co poniektórych znajomych, a często też społeczeństwa stawia je w trudnym położeniu. Z jednej strony facet, którego kochają – wieczny Piotruś Pan, a z drugiej – presja. I wtedy też zaczynają się podchody:

 „Mhmm, jak sprawić, żeby ten gagatek – mój chłopak wreszcie zaczął poważnie myśleć o ślubie??? Albo, żeby chociaż się oświadczył!”

Najpierw spróbują osiągnąć to darciem ryja. Trochę na zasadzie:

„Ogarnij się!”

„Ile jeszcze będziesz grał na tym komputerze?!”

„Tylko ta wódka i koledzy! A co ze mną?!”

„Znowu na mecz idziesz?! I tak przegrają! Po co ty to oglądasz?!”
(więcej…)

Czytaj więcej

„Irytujące mamuśki”

Wracałem kilka dni temu z Gliwic do Katowic i zmęczony całym dniem pracy chciałem odpocząć. Usiadłem wygodnie w pociągu Kolei Śląskich, nałożyłem słuchawki i wyłączyłem z otoczenia.

Jednakże piątkowy, wieczorny kurs między Gliwicami a Katowicami ma to do siebie, że pełen jest bardzo specyficznych ludzi. Banda dzieciaków, które jadą do popularnego „Energy 2000” i drą mordę, dresy, które uciekają przez cały pociąg przed konduktorem, bo nie mają biletu, a także niedobitki z Woodstocku, które spotkać można wszędzie, przez cały rok – chyba, że trwa Woodstock, to wtedy ich nie ma, bo są właśnie na Woodstocku. Nieważne. Ten pociąg po prostu jest inny, a na każdej stacji pośredniej dosiada się coraz ciekawszy element śląskiego społeczeństwa.

Tego dnia do Rudy Śląskiej było całkiem spokojnie. Gdzieś z tyłu pociągu słyszałem jedynie przez słuchawki trzecie wykonanie „Miód Maliny”. Szybkie dresy przeleciały obok mnie tylko dwa razy i w efekcie powoli przysypiałem. Punktem przełomowym była właśnie Ruda Śląska. Wtedy też do pociągu wpakowała się typowa śląska rodzina. Ruba baba, jej chudy jak patyk facet i dwójka dzieci, nad którymi oboje nie potrafili zapanować. Jedno latało jak popierdolone, a drugie – małe – darło się w niebogłosy. Gruby babsztyl postanowił oczywiście zrobić rotacje wśród ludzi w pociągu i tak poprzemieszczała starszą panią, górnika wracającego z szychty i młodego chłopaka, że wraz z mężem i dziećmi zajęli pociągową lożę. Nie używając przy tym ani jednego zwrotu grzecznościowego.

(więcej…)

Czytaj więcej